RSS
wtorek, 31 maja 2011
Kobiety...

Może dwa, może trzy lata temu obejrzałam reportaż o człowieku, który w sensie fotograficznym robił z kobietami cuda. Pewien fotograf z Poznania, którego dziś ani imienia ani nazwiska niestety nie pamiętam pokazywał kobiety w przpiękny sposób. Nie były to modelki czy aktorki tylko kobiety, które codziennie nosiły swój ciężki krzyż, były matkami, żonami...łączyło je jedno - NIE WIERZYŁY W SIEBIE. Kobiety te na pozór zwyczajne często były po przejściach lub po prostu przygniecione codziennymi sprawami nie miały już czasu by o siebie zadbać, przestały podobać się sobie. On sprawiał, że piękniały, ale w sposób naturalny. Znajdował w nich takie cechy, które eksponował i nie chodzi tu o masakrowanie photoshopem. Pamiętam, że przygoda z przywracaniem wiary kobietom zaczęła się od zdjęcia damy, która kiedyś po prostu ćpała. Wyszła z nałogu, ale jej ciało było przeraźliwe chude, nieakceptowała siebie. Ta Dama jest obecnie jego żoną i zajmuje się wizażem wszystkich modelek męża. Pamiętam, że ten reportaż zrobił na mnie kolosalne wrażenie, pewnie dlatego, że wówczas był czas, kiedy moje poczucie wartości było równe zero. 

Banalnie jest robić zdjecia wszystkim tym pięknością, które nieważne jak się ustawią zawsze wyglądają dobrze. Sztuką jest spotkać się z kobietą, wysłuchać jej historię i po prostu obesrować jej naturalność wciskając w odpowiednim momencie spust migawki. Każda kobieta ma prawo czuć się piękna bez względu na wszystko, trzeba jej to tylko uświadomić by spojrzała na siebie inaczej. Jest mi niezmiernie miło, kiedy właśnie takie kobiety powiedzą mi: Akceptuję siebie na zdjeciach, które mi zrobiłaś. Ja dziś takie AKCEPTUJĘ usłyszałam. Za każdym razem, kiedy wiara w swoją kobiecość przemija jestem do Waszej dyspozycji, zrobię wszystko co w mojej mocy.

Kobiety...

Kobiety...

Kobiety...

Dlaczego ten temat jest dla mnie tak pociągający? Dlatego, że ja sama nigdy nie wierzyłam i nie wierzę w swoją urodę. Jest zaledwie kilka zdjęć, na których sama siebie akceptuję. Widać na nich rzęsy, rozmarzone oczy...ale bywa taki czas, że kiedy zaczynam WIERZYĆ i UFAĆ, chwilę później zostaję wdeptana głęboko w ziemię i zostaje mi uświadomione, że NIE MAM PRAWA myśleć, że mogę podobać się mężczyznom... więc te zdjęcia, na których się akceptuję to jeszcze nie te RZĘSY i nie te ROZMARZONE OCZY...

Ten temat to wyzwanie. Być może sama chciałabym spotkać fotografa z Poznania. Osobiście peszę się obiektywu, ale jeśli zdarzy się ktoś, komu uda się zrobić zdjęcie gdzie powiem:AKCEPTUJĘ, obiecuję, że na pewno się nim tutaj pochwalę podpisując imieniem i nazwiskiem "fotografa" i dodam: DOBRA ROBOTA CHŁOPAKU...

23:12, jjulliettaa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 maja 2011
Milion...

Cieszę się, że dostałam w genach inne poczucie czasoprzestrzeni. Rzadko kiedy bywa dla mnie zbyt daleko i zbyt późno. Cieszę się, że potrafię zgrać się ze swoim autem na tyle, że prowadzenie jego nawet kilka długich godzin w ogóle mnie nie męczy tylko relaksuje. Uwielbiam te chwile, kiedy ze spokojną głową przemierzam kilometry w znanym bądź nieznanym kierunku. Im dalej tym lepiej. To wtedy najczęściej zauważam tysiące rzeczy, które normalnie umykają. Moje oczy widzą bardziej, widzę dywany z mleczy, światło i cień w lesie, świeżą zieleń drzew... Uśmiech sam bez powodu maluje się na twarzy. To mnie odpręża. 

Potrafię być cierpliwa, wierzę, że na końcu tej długiej podróży czeka mnie nagroda. Jest wiele zdjęć w mojej szufladzie, które leżą tam już bardzo długo, niektóre nawet rok. Mogłabym je pokazać jesienią, zimą, ale czekają cierpliwie na swoją kolej, na swój czas. 

Zdjęcie poniżej zostało zrobione mniej więcej rok temu w drodze powrotnej z Kielc. Czemu maki musiałam sfotografować akurat pod Kielcami? A dlaczego nie? Nie zawsze to co jest blisko jest na dany moment dobre. Nieraz trzeba szukać bardziej. Nieraz trzeba szukać dalej. Nieraz musi być przeszkoda w postaci kilkudziesięciu, kilkuset kilometrów. Tylko od nas zależy czy chcemy tę przeszkodę pokonać. Wszystko jest do pokonania. 

Inaczej nie powstałoby tych milion zdjęć, nie zobaczyłabym miliona miejsc. Nie byłoby też tych bardziej przyziemnych rzeczy jak relacji międzyludzkich takich jak dobrego koleżeństwa, przyjaźni i tych gdzie serce bije bardziej...

Kiedy wracam z takich wypraw i nie mogę już obserwować niczego innego niż gwiazd na niebie, ponieważ jest zupełnie ciemno, ja nadal nie jestem zmęczona, nadal nie jest zbyt daleko i zbyt późno...

Milion

 

20:29, jjulliettaa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 maja 2011
Wdzydze Kiszewskie...

Czy ktoś w ogóle słyszał o takiej miejscowości jak Wdzydze Kiszewskie? Nie sądzę. Wdzydze Kiszewskie położone w niezwykle malowniczej okolicy wśród wzniesień, dolin i jezior, 16 km od Kościerzyny oczywiście na Pomorzu. Mamy przed sobą okres weekendowych i wakacyjnych wyjazdów więc polecam Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Gulgowskich we Wdzydzach. Skansen zwiedziłam prawie dwa miesiace temu, wtedy na Kaszubach zalegał jeszcze śnieg i byłam jedyną osóbką, która kręciła się po muzeum. W nagrodę w cenie biletu miałam przewodnika gratis ;-). Do każdej kaszubskiej chatki chodził ze mną Pan Przewodnik opowiadając ciekawe historie. 

Dziś mamy 3 maja, wiosnę w pełni, tylko jakoś od kilku godzin w centralnej Polsce pada śnieg. Nie pamiętam jeszcze tak śniegowej majówki. Dwa miesiące temu błąkając się po skansenie było ciut cieplej niż dziś, wiadomo na Pomorzu pogoda zawsze jest inna :-).

Zagroda Kaszubska

Młyn

Szkoła

Szkoła

Jestem miłośniczką skansenów i teraz gdy już wiem o Wdzydzach Kiszewskich zamierzam wybrać się tam latem, kiedy chatki będą otwarte. Uwielbiam łapać światełko w takich miejscach, to niezwykle magiczne plenery z duszą. 

Wioska rybacka

Garnce

Rybackie sieci

Na płocie

19:53, jjulliettaa
Link Dodaj komentarz »